Start

Modyfikacja polityki władz wobec ludności ukraińskiej w Polsce w latach 1952-1955

Opracowania

Roman Drozd  (Słupsk)

Na początku lat pięćdziesiątych centralne czynniki decyzyjne w Polsce ponownie zainteresowały się problemem ukraińskim1. Powodem były zmiany zachodzące w polityce narodowościowej oraz ciągle utrzymujące się w łonie wysiedlonej ludności ukraińskiej poczucie tymczasowości, wyrażające się w dążeniu do powrotu w rodzinne strony. Namacalnym tego dowodem była wzrastająca liczba podań o powrót, a także nielegalne wyjazdy do dawnych siedzib. Powodem była tęsknota za rodzinną ziemią - ojczyzną, niechęć, a nawet wrogość, do nich polskiego otoczenia oraz złe warunki bytowe. Władze starały się zahamować tę tendencję środkami administracyjnymi. W tajnym piśmie z 19 czerwca 1951 r. dyrektora Biura Społeczno-Administracyjnego Zespołu II Prezydium Rady Ministrów Mieczysława Broniatowskiego do prezydiów wojewódzkich rad narodowych czytamy: "Stwierdzono liczne wypadki samowolnego opuszczania gospodarstw rolnych przez ludność przesiedloną na teren województwa w 1947 r. w ramach akcji "Wisła" przy czym prezydia gminnych i powiatowych rad narodowych przez wydanie tej ludności dowodów stwierdzających wymeldowanie na pobyt stały do miejsc poprzedniego zamieszkania, stwarzają pozory legalności niepożądanej i szkodliwej akcji, która staje się źródłem niepokoju i fermentu zarówno wśród ludności przesiedlonej, jak również wśród ludności zamieszkałej na terenach objętych akcją "W". Biuro Społeczno-Administracyjne przypomina, że według ustalonych zasad wysiedlonym w akcji "W" nie wolno wracać do poprzedniego miejsca zamieszkania i prosi o wydanie stosownych w tym względzie zarządzeń oraz dopilnowanie ścisłego ich przestrzegania"2. Jednak odgórne zakazy nie mogły zmusić ludność ukraińską do porzucenia myśli o powrocie w rodzinne strony. Bywało, że niektóre osoby ukarane za powrót i tak wyjeżdżały. Wielce wymowna jest tutaj postawa Stefana Michaluka z gromady Lechowo, który furmanką dojechał na poprzednie miejsce zamieszkana3 oraz znanego malarza Nikifora Drowniaka (Nikifor Krynicki), który mimo trzykrotnego wysiedlenia na ziemie zachodnie zawsze powracał do Krynicy. Według danych partyjnych, do 1952 r. powrócić miało około 3 tys. osób4. Niestety władze nie chciały, przynajmniej oficjalnie, widzieć prawdziwych powodów zmuszających ludność ukraińską do powrotów. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem wszystko zrzucono na barki "wrogiej roboty", w tym przypadku na nacjonalistów ukraińskich5.

Więcej…

 

Bogdan Huk, Młodzi Ukraińcy Mychajły Borysa "Żana".

Z księgarskiej półki

b.huk-bookBogdan Huk, Młodzi Ukraińcy Mychajły Borysa "Żana". Terenowe Oddziały Samoobrony w powiecie jarosławskim w latach 1945-1947; Stowarzyszenie Ukraińskie Dziedzictwo, Przemyśl 2016. ISBN 978-83-938195-2-2; s. 680

"Terenowe Oddziały Samoobrony to prawie nieznana historykom formacja zbrojna, niesłusznie zlekceważony sojusznik UPA. Książka stanowi pierwszą w historiografii próbę opisania ich roli w ukraińskim ruchu oporu w latach 1945-1947 w powiecie jarosławskim, kiedy bronili obywateli Rzeczpospolitej Polskiej. Bogdan Huk odnalazł w archiwach dokumenty tej formacji oraz wspomnienia świadków. W "Młodych Ukraińcach Mychajły Borysa <Żany>" zostały udokumentowane i opisane dzieje 5 takich oddziałów o kryptonimach "Fala", "Niedola", "Rama", "Wicher" i "Wilk" z rejonu II Okręgu "Baturyn", wchodzącego w skład Kraju Zakerzońskiego podporządkowanego Ukraińskiej Radzie Wyzwoleńczej." (napisał Wydawca na okładce)

 

Dyskusja o artykule prof. Igora Hałagidy o ukraińskim rodowodzie Anny Walentynowicz

Aktualności

Po opublikowaniu przez prof. Igora Hałagidę tekstu o ukraińskim rodowodzie Anny Walentynowicz, w internecie rozgorzała już prawdziwie gorąca dyskusja. Przytaczamy opinię Adama Szostakiewicza z "Polityki", który napisał m.in. "Dramatyczną i przejmującą historię Walentynowicz opisał w wakacyjnym numerze miesięcznika IPN „Pamięć.pl" prof. Igor Hałagida, historyk z Uniwersytetu Gdańskiego, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej. Dobra robota. Taki IPN ma sens". Więcej na: Blog Adama Szostakiewicza

 

Ukraiński rodowód Anny Walentynowicz

Przegląd prasy

49-50047W najnowszym numerze Pamieci.pl ukazał się artykuł prof. Igora Hałagidy dokumentujący ukraiński rodowód Anny Walentynowicz. W materiale odredakcyjnym czytamy: "Życiorys Anny Solidarność – jak często bywa nazywana – to nie tylko wątki związane z walką o wolne związki zawodowe. To także dramatyczna historia związana z wydarzeniami, do których doszło w jej rodzinnych stronach [...]. Jak zauważył [Igor Hałagida], ta nietuzinkowa postać może się stać łącznikiem między Polską a Ukrainą w trudnym konflikcie pamięci".

Oto jeden fragment z artykułu:

"[...] Anna Lubczyk [panieńskie nazwisko Anny Walentynowicz - przyp.uitp] przyszła na świat w nieistniejącym już dziś chutorze wchodzącym w skład wsi Sienne (obecnie Sadowe) w niezbyt zamożnej, ukraińskiej, chłopskiej rodzinie Lubczyków: Nazara i Pryśki z domu Paszkoweć. Wychowywała się z pięciorgiem rodzeństwa: Olgą, Piotrem, Katarzyną, Wasylem oraz [...] przyrodnim bratem Iwanem (Pryśka była wdową z małym dzieckiem, gdy wychodziła za Nazara Lubczyka; jej pierwszy mąż, Ołeksa Suszczuk, zginął tragicznie kilka tygodni po narodzinach syna). Ich imion próżno jednak szukać w księdze urodzeń prawosławnej parafi i w Siennem, przechowywanej obecnie równieńskim archiwum obwodowym. Wyjaśnienie tego braku okazało się proste. Jak stwierdziła starsza siostra Anny, Olga Lubczyk, dziś mieszkająca razem z najmłodszym bratem w Matijiwce (niespełna 15 km od Sadowego): „byliśmy sztundami”. Sztundyzm (od niem. Stunde - godzina) to protestancki pietystyczny ruch religijny, który pojawił się na Ukrainie w połowie XIX wieku, zdobywając sporą popularność zarówno wśród niemieckich kolonistów na Wołyniu, jak i części ich ukraińskich pracowników czy sąsiadów. W latach trzydziestych XX wieku na Wołyniu liczył ponad 30 tys. wiernych".

Pamiec.pl dostępna jest m.in. w sieci Empik. Więcej informacji na: pamiec.pl

 

Pierwsze reakcje na apel UITP w sprawie utworzenia Polsko-Ukraińskiego Rejestru Ofiar

Aktualności

W ciągu ostatnich dwóch tygodni pojawiły się pierwsze rekacje na apel naszego Towarzystwa w sprawie utworzenia Polsko-Ukraińskiego Rejestru Ofiar lat 1939-1947. "Celem Rejestru - jak pisaliśmy - byłoby ustalenie i weryfikacja danych personalnych ofiar, okoliczności ich śmierci oraz osób i formacji zbrojnych odpowiedzialnych za każdą zbrodnię. Tym samym byłoby możliwe ustalenie miejsca pochówku ofiar, celem godnego ich upamiętnienia [...]". Otrzymaliśmy m.in. pismo z Kancelarii Rady Ministrów z informacją o przekazaniu naszego Apelu na ręce Prezesa IPN oraz Wiceprezesa Rady Ministrów i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a także Ministra Spraw Zagranicznych. Poza tym nasza inicjatywa odbiła się szerokim echem na ukraińskich stronach internetowych (http://www.ukrinform.ua/rubric-politycs/2055737-ukrainci-v-polsi-zaklikaut-stvoriti-spilnij-reestr-zertv-19391947-rokiv.html; Zaxid.net). O sprawie będziemy informowali na bieżąco.